Czym byłoby życie bez słodyczy

Można odżywiać się, liczyć kalorie, sprawdzać indeksy glikemiczne potraw, ważyć się każdego dnia i być strażnikiem własnego talerza. To nawet modne i bardzo mocno promowane. Ale można też po prostu jeść to, co się lubi, delektować się przysmakami i cieszyć, kiedy coś szczególnie pysznego dopieści podniebienie. Można jako na słodycze patrzeć z podejrzliwością detektywa żywieniowego. Ale można też zwyczajnie cieszyć się, że istnieją. Gdyby chcieć przeżyć całe życie na zasadach purytańskich, ale czy nie jest na to z krótkie? Gdyby ortodoksyjnie podchodzić do życia nie byłoby w nim miejsca dla słodkości i cukierni. Cukiernia to jest miejsce przyjazne, w którym można od ręki poprawić sobie nastrój czymś pysznym, niekoniecznie od razu całym tortem. Jedna rurka z kremem też może być skutecznym lekarstwem na chwilowy spadek nastroju. Właściwie urządzona cukiernia jest miejscem, gdzie można od razu, na miejscu podratować nastrój. Można zabrać też ciacho na wynos i delektować się ptysiem czy pączkiem w domowym zaciszu. Akurat te ciastka mają to do siebie, że trudno je jeść zachowując powagę. Cukiernia jest taką niedzisiejszą wyspą tysiąca i jednej kalorii w świecie probiotycznch sałatek i kilogramów błonnika do każdego posiłku. A wizyta w tym egzotycznym miejscu jest zdecydowanie mniej kosztowna niż lot w dalekie kraje.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.